appetitnoir blog

Twój nowy blog

Mam to wielkie szczęście, że wychowywałam się w wielkim, starym bronowickim domu, który pamięta czasy wesela Lucjana Rydla, które opisał Wyspiański. Co jakiś czas zapuszczam się w ciemne odmęty piwnicy lub strychów, aby poszukać skarbów. Podczas ostatniego rodzinnego obiadu znalazłam na jednym ze strychów dwa pokryte kurzem pudełka. Znaleziska były tak brudne, że oba miały kolor niehigienicznej myszy.

Pudełka zabrała do swojego już bardziej współczesnego mieszkania i tam dopiero zajęłam się poznawaniem ich zawartości. Ku mojej wielkiej radości w pierwszym z nich znajdowały się aksamitne wstążki cudnej urody, zaś skarby z drugiego wprawiły mnie w czysty zachwyt. W pudełko z ślicznym obrazkiem baletnicy znajdowały się, bowiem zapomniane cuda. Mankiety i dopinane do sukienek kołnierzyki zapewne należały do którejś z moich trzech ciotek. Ponieważ najmłodsza z nich zmarła na suchoty w wieku 18 lat, zakładam, że te nosiła kiedyś ciocia Maria lub ciocia Helenka. Zatem moje znalezisko najprawdopodobniej pochodzące z lwowskiej pracowni L. Zalewskiego (chodź równie dobrze to może być pudełko po cukierkach) ma około 60 lat…

Prezentuje pierwszy z kołnierzyków, który idealnie pasuje mi do sukienki upolowanej w ciuchach na wagę. Do kompletu z dwóch par mankietów oraz kawałka aksamitni uszyłam bransoletkę-mankiet. Ozdobiłam ją starym guzikiem wygrzebanym z dna zardzewiałej puszki.





Na Gwiazdkę zrobiłam ogromne zamówienie na ukochanej Truskawce. Obkupiłam siebie, moją mamę, moją mamę z Lublina (teściową kochaną) i ciocie Zając. W ramach promocji dostałam od firmy intensywnie czerwoną szminkę Yves Saint Laurent.

W czwartek znów ruszyły moje zajęcia na studiach doktoranckich, więc przed wykładem skoczyłam do ciucholandu. W słynnym krakowskim Robanie była przecena, dzięki czemu kupiłam śliczną spódnicę Vero Mody za 2,30 złotych. Ciuszek jest bardzo wyjątkowy. Ma halkę z wystająca koronką (niestety na zdjęciu jakoś się schowała) i ciekawy krój – z przodu jest krótsza, a z tyłu dłuższa.

Czyli mój ciuchowy rekord – spódnica za 2,30 zł i Szminka YSL za DARMO (no prawie ;)!

Oceńcie proszę jak prezentuje się w szmince. Czy taka czerwień mi pasuje?

Bluzka - CLICK
Spódnica - Vero Moda
Broszką - uszyta ze starej koronki i łańcuszka

Mój najukochańszy mąż, który jest chodzącym, siedzącym i leżącym ideałem zbuntował się przeciwko mojemu mrocznemu gustowi i zakazał kupna toczka. Toczki są brzydkie, wydziwione i ogólnie mówimy im zdecydowane nie. Ponieważ jestem dobrą wiktoriańską żoną posłuchałam. Po czym zrobiłam po swojemu.

Odwiedziła mnie Olga i razem wybrałyśmy się na zakupowe-przecenowe szaleństwo. Głównie szalała ona, a przynajmniej był taki plan. Olga zaciągnęła mnie do sklepów, do których normalnie nie wpełzam. Pierwsza raz byłam w C&A i od razu pokochałam to miejsce. Pośród szpargałów, biżuterii i pyrgniętych przecen znalzłam opaskę z woalką. Opaska była PASKUDNA. Miała mnóstwo zbędnych dupereli i mniej lub bardziej przypominała strusia, którego ktoś ogłuszył a następnie kuprem przykleił do kawałka plastikowej obręczy. Biedactwo.

Po dotarciu do domu natychmiast chwyciłam za nożyczki oraz igłę z nitką. Operacja chyba się powiodła i moja opaska z woalką, która pocieszyć mnie musi po utracie toczka, wygląda nieco lepiej.

Ponieważ nie zdążyłam zrobić zdjęcia opaski w wersji oryginalnej postarałam się ją odtworzyć na zdjęciu PRZED, a następnie dostałam zdjęcie PO. Oceńcie sami.

Opaska – C&A całe 29.99 plus inwencja własna :)

Rok temu w trakcie wielkich wyprzedaży Mój Przyjaciel Yulek namówił mnie na kupno kapelusza w H&M. Ktoś musiał ukoić moje wrzuty sumienia, że znów wydaję ciężko zarobione pieniądze. Yulek stanął na wysokości zadania. Zaciągnął mnie z powrotem do sklepu.

Wygłosił płomienną mowę, dlaczego muszę koniecznie wydać te 29,90. Pod koniec byłam już niemal przekonana, że stając się właścicielką kapelusza zbawię świat. Ostatecznie wziął całą winę za kaprys na siebie i z namaszczeniem udzielił mi zakupowego rozgrzeszenia.

Od tamtej pory to moje ukochane nakrycie głowy. Chyba jedyna rzecz (prócz prezentów Gwiazdkowych), która sprawia, że zima jest do zniesienia. Dzięki Yul!

Mam na sobie płaszczy z ZARY, broszkę po tajemniczej i magicznej ciotce, w której kochali się Krakowscy artyści oraz nowy nabytek – spódnicę ze sklepu Decobazaar.



Pełna prezentacja spódnicy z małym trenem już niebawem ;)

Oto zdjęcia, które wysłałam na konkurs Stylizacja na Pin Up Girl. Ciuchy wybrałam w pięć minut przed wyjściem do rodziców na obiad. Zdjęcia zrobił mi mąż prawie mdlejąc z głodu. Chciał jak najszybciej siąść do frykasów od teściowej. Wcześniej moja mama bardzo ucieszyła się z pomysłu na robienie zdjęć i poradziła, co jeszcze dobrać do stroju. Od niej dostałam perły z Malezji. Na sobie mam bluzkę ze sklepu z rzeczami używanymi, spódnicę z H&M, buty z DrMartens, torebkę z Pakamery, rajstopy z Calzedoni i rękawiczki z mojej komunii.

Całkiem zasłużenie nic nie wygrałam, bo na konkurs przyszły fenomenalne stylizacje i profesjonalne zdjęcia. Tutaj możecie zobaczyć wyniki – Sklep Restyle (cudne rzeczy! Ja czyham na toczek, rękawiczki i parasolkę czarownicy!).

Witajcie!

Ponieważ już niebawem stuknie mi trzydziestka, postanowiłam
zrobić sobie prezent i założyć bloga, na którym udokumentuję swoją walkę o
mroczny wygląd. Odkąd pamiętam, byłam gothic girl. Na czarno zaczęłam nosić się
już w podstawówce i przez osiem lat, rok w rok grałam różne wiedźmy w szkolnych
przedstawieniach. Potem miałam krótką przerwę od ulubionego stylu, która
okazała się zupełną porażką. Po kilku latach poszukiwań ciuchowej tożsamości
wróciłam do noszenia czerni.

Okazało się jednak, że kupienie ubrań w odpowiednim stylu
nie jest łatwe. Rynek oferował mi dwa wybory: różowo-emo-lolitkę lub metalówę-w-czarnym-potarganym-prześcieradle.
Aby ubierać się mrocznie, retro, lekko wiktoriańsko i móc nosić to na co dzień,
a nie tylko na imprezy, trzeba się trochę namęczyć. To, co uda mi się
wyszperać, uszyć, przerobić, kupić, sprowadzić z innego bardziej cywilizowanego
mrocznością kraju, będę prezentować na tym blogu.

Zgromadziłam wiele rzeczy, których od lat nie noszę i które
stanowią namacalne dowody wielu stylistycznych wpadek (tragicznych pomyłek,
które, miejmy nadzieję, ukryje mrok historii). Nowy początek starego stylu
postanowiłam uczcić przerobieniem torebki z River Island. Torebka pochodzi z
mojego etnicznego okresu, który pasował do mnie jak frotowe skarpetki do
sandałów. Wzięłam do ręki nożyczki i oto, co zostało z reliktu przeszłości.





Co jakiś czas w mojej szafie, w której jest tak czarno, że ubrań szukam tam z latarką, pojawia się faworyta. Ciuch, który uwielbiam i zakładam odruchowo, kiedy śpieszę się na uczelnię. Oczywiście, z czasem królowa zostaje zdetronizowana przez nowego, pełnego energii i nieopatrzonego ciucha.

W dziale Szaf(ot) będę prezentować obecnie panującą parę, którą z czasem dopadnie rewolucja. Pojawią się nowi tyrani mojej garderoby. Naturalnie, ich żywot też jest z góry przesądzony…




  • RSS